rozczarowana dożynkami

Opublikowano: 29.08.2011
Autor: lee-aa
rozczarowana dożynkami
Jako dziecię typowo miejskie, które prawdziwą polską wieś zaczęło poznawać w wieku lat \'stu\' kilku postanowiłam wybrać się na typowe polskie dożynki na pogranicze ziemi łódzkiej i łowickiej... Spodziewałam się pięknych strojów, pysznego jedzenia, dorodnych warzyw i owoców, zastałam, cóż...

Należę do chyba nielicznego grona ludzi, które dzieciństwo spędziło w mieście. Co prawda były wakacje u babci na przedmieściach Lublina, ale to nie była wieś, ot po prostu dom z dużym ogrodem, po którym derptało kilka kur.  Prawdziwą wieś zaczęłam poznawać, gdy teściowie kupili stare siedlisko. Wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w życiu dojenie krów widzałam w wieku 26 lat w Wielkiej Brytanii na farmie pokazowej dla dzieci :). Tam też zobaczyłam z bliska świnie, kozy i inne zwierzęta gospodarskie.

Wczoraj odbywały się dożynki w gminie, w której mieszkają teściowie. Jest to stara gmina z tradycjami, z bardzo prężnie działającym kołem gospodyń wiejskich, więc spodziewałam się tradycyjnej zabawy z tradycyjnymi przyśpiewkami, pięknych strojów ludowych, wieńców...

Zawiodłam się. Na scenie królował kabaret, raczący zebranych tekstami poniżej wszelkiej krytyki, było jedno stoisko z psedudomowym chlebem ze smalcem. Oczywiście nie zabrakło waty cukrowej, piwa, kiełbasek i popcornu. Jestem bardzo, ale to bardzo zawiedziona.

Na pocieszenie dostaliśmy prawdziwe śliwki węgierki prosto z drzewa, z których dziś zrobię knedle :) Udało mi się zrobić kilka zdjęć

rozczarowana dożynkami

 

rozczarowana dożynkami

prymat