Od tego się zaczęło... (część I)

Opublikowano: 27.03.2011
Autor: bami
Od tego się zaczęło... (część I)
Moja przygoda z kucharzeniem...

...zaczęła się "parę" (a nawet kilka par) lat temu. Kiedy przywołuję myślami tamte chwile, uśmiecham się do samej siebie. Byłam wtedy małą dziewczynką z krótkimi blond włoskami, której największym problemem było to, gdzie zostawiła swojego pluszowego pieska :P Miałam 3, może 4 latka. Pierwszą własną kuchnię urządziłam ze starszą siostrą pośród drzew w sadzie obok mojego rodzinnego domu. Jak przystało na kuchnię, musiały się w niej znajdować podstawowe sprzęty umożliwiające jej prawidłowe funkcjonowanie - zgodne z przeznaczeniem. Półki - jak najbardziej - służyły Nam za nie deski wciśnięte pomiędzy gałęzie drzew, stały na nich plastikowe wiaderka, foremki, stare, nieużywane garnuszki i wiekowe sztućce - to też można odhaczyć. Krzesła i stół - si! - krzesła z pieńków, stół ... z jednego pieńka, ale za to jaki blat! Okrągła blacha ... niewiadomo skąd. Kuchenka - była - ułożone na stos dreny i dachówki - gustowne, niebanalne i pasujące do charakteru kuchni. Lodówki brak, ale jakoś sobie radziłyśmy :) Zresztą, najważniejsze były przecież dania, które z tej kuchni wychodziły - wykwintne, niepowtarzalne, niezapomniane. Moje popisowe danie rzucało na kolana... gołąbki z liści bzu nadziewane wilgotnym piaskiem... mmmmm mjami :) Zawsze dumna biegłam pochwalić się mamie ze swoich 'kulinarnych' osiągnięć...
c.d.n.

prymat