Kulinarnie po Europie- akt drugi

Opublikowano: 25.10.2011
Autor: BernadettaP
Kulinarnie po Europie- akt drugi
Mimo, że w Luksemburgu nie ma czegoś takiego, jak kuchnia luksemburska, warto jednak tam zawitać...

Przed sześcioma laty spędziłam w Luksemburgu 7 tygodni i niestety nie było mi dane poznać choć jednej potrawy typowo luksemburskiej. Pewnie dlatego, że takiej po prostu nie ma. W kuchni tego kraju przeważają bowiem francuskie i niemieckie smakołyki i dla regionalnych przysmaków chyba po prostu brakuje tu miejsca.



Dlatego też jada się tutaj ogromne ilości mięsa, a zwłaszcza wędzoną szynkę ardeńską czy soloną wieprzowinę z fasolą, których miałam okazję spróbować. Bardzo popularne są też cienkie białe surowe kiełbaski, które podsmaża się na suchej teflonowej patelni (tylko wyjątkowo dodaje się odrobinę tłuszczu) lub piecze na grillu oraz różne wędzone  kiełbaski.

W dobrym guście jest także powieszenie w kuchni kilku suszonych, dobrej jakości, kiełbas, które są raczej ozdobą, niż produktem spożywczym. Przynajmniej w rejonie, w którym ja przebywałam praktycznie nikt ich nie jadał.

Luksemburczycy uwielbiają natomiast ryby, zwłaszcza pstrągi, choć ogromną popularnością cieszą się też łososie, które goszczą na ich stołach minimum raz w tygodniu. Pochłania się tam również ogromne ilości… ziemniaków- i to pod każdą postacią, choć szczególnie popularne jest purée ze śmietaną kremówką oraz frytki- proste, karbowane, czy też w formie kuleczek ziemniaczanych. Te ostatnie są zaś głównie dodatkiem do niedzielnych i świątecznych obiadów.

Dosyć popularne jest też drobiowe ragoût, podawane w gotowych kokilkach z ciasta francuskiego  (kto by się bowiem bawił w ich własnoręczne przygotowanie... J), serowe fondue oraz raclette z kiełbasą i pomidorem (pewnie gdybym miała więcej miejsca w kuchni, kupiłabym sobie grill do raclette, bo naprawdę niewiele trzeba, by przy jego pomocy przygotować pyszne jedzenie).

A zupy?- raczej rzadko goszczą na stołach przeciętnych Luksemburczyków, a jeśli już są podawane, to głównie imitują rosół (którego nikt tam chyba nie potrafi  przygotować) z ryżem, bardzo drobnym makaronem, albo kaszą manną lub też przypominają naszą fasolową- z fasolką gotowaną w łupinach.

Ze słodkości oczywiście zjemy tutaj drożdżówki z kruszonką (tzw. „streisel”), croissanty czy też tarty z owocami (zwłaszcza ze śliwkami), ale na szalone desery nie mamy co liczyć i dostać możemy co najwyżej „kanapkę” z czekoladą, a więc dwie posmarowane masłem kromki chleba, pomiędzy które Luksemburczycy wkładają małą tabliczkę miękkiej mlecznej czekolady… Nie odważyłam się, by jej spróbować, bo rzadko jadam czekoladę, ale może warto…

Z czystym sumieniem mogę natomiast powiedzieć, że warto wypić kieliszek luksemburskiego wina- ja polubiłam zwłaszcza riesling oraz pinot gris oraz zjeść kromkę wieloziarnistego pieczywa z połówkami orzechów włoskich. Nie polecam natomiast najpopularniejszego u nich piwa, jakim jest diekirch- mnie o wiele bardziej smakuje najbardziej znana marka holenderska, której nazwy jednak nie podam, aby nie robić darmowej reklamy (myślę jednak, że wiecie, o którą mi chodzi J).

 

prymat