Drożdżówki z budyniem i chałwą, czyli jak jeszcze zaskoczyć smakiem... :)

Opublikowano: 30.11.2014
Autor: Malinka
Drożdżówki z budyniem i chałwą, czyli jak jeszcze zaskoczyć smakiem... :)
Drożdżówki już od jakiegoś czasu są częstym gościem na naszym stole i jak do tej pory jeszcze się nam nie znudziły. Ale, żeby jeszcze bardziej poprawić ich smak, a tym samym samym zaskoczyć moich mężczyzn, pomyślałam o budyniu i chałwie...

Od czego zacząć... Może najprościej, czyli od początku. Już od jakiegoś miesiąca poświęcam swój czas na domowe wypieki w postaci drożdżówek. Bardzo mnie to zajęcie wciągnęło i na tyle dało satysfakcji, że postanowiłam jeszcze raz pokombinować z ulepszeniem ich smaku. Te słodkie bułeczki tak naprawdę smakowałyby chyba z każdym dodatkiem, ale póki co wolę eksperymentować z takimi, które po prostu lubimy :) Może kiedyś zaryzykuję i upiekę je np. durianem... Nie, no oczywiście żartuję, bo choć nigdy tego owocu nie jadłam, to ze słyszenia wiem, że ma wyjątkowy zapach, więc piekąc drożdżówki z tym specyficznym owocem, chyba musiałabym ewakuować siebie i swoją rodzinę z domu :)))

Tak więc na razie postawiłam na bardziej "normalne" dodatki . Budyń jak to budyń, wiadomo, fajny i szybki deserek, który mi osobiście najbardziej smakuje z dodatkiem owocowego soku. Pamiętam, że gdy byłam w ciąży z najstarszym synem, nie było dnia, w którym nie zjadłabym budyniu. Może dlatego on teraz tak bardzo go lubi... :) W każdym bądź razie budyń wydawał mi się dodatkiem, który fajnie będzie współgrał z ciastem drożdżowym, a że akurat miałam też jego nadmiar w domu, to postanowiłam coś z nim zrobić. Oczywiście z duszą na ramieniu zabrałam się do pracy.

Mimo, że moje wypieki z ciasta drożdżowego mogę liczyć już w dziesiątki, to zawsze istnieje obawa, czy akurat tym razem coś nie zagra i będzie totalna porażka... Ciasto drożdżowe jest jednym z bardziej wymagających ciast i należy obchodzić się z nim jak z przysłowiowym jajkiem. Ale ja akurat lubię poświęcać mu dużo uwagi, bo za każdym razem zależy mi na tym, by mój wypiek był pulchny, wyrośnięty i smakował każdemu, kto tylko będzie miał ochotę go skosztować...i jak do tej pory każda podjęta przez mnie próba okazywała się sukcesem! Cieszy mnie ten fakt niezmiernie, bo niestety należę do osób, dla których drobna porażka może okazać się DRAMATEM!!! Tak poważnie, to gdyby raz wyszedł mi zakalec, chyba na jakiś czas odpuściłabym sobie pieczenie, by spokojnie przeanalizować co było jego powodem :)

 I jeszcze kilka słów a samych drożdżówkach z budyniem. gdy wiedziałam już co dodam, to zastanawiałam się nad formą. I tu pojawił się mały problem. Otóż ugotowałam chyba nieco za dużo budyniu i musiałam go właściwie wykorzystać. Trzeba więc było stworzyć taki kształt, by jak najwięcej go "upchnąć" :) A poza tym im więcej nadzienia, tym smaczniejsze drożdżówki. Przynajmniej wg mnie :))))

A teraz do rzeczy. By upiec drożdżówki z budyniem musimy posiadać :

NA CIASTO:

mąka pszenna 500 g
drożdże świeże 40 g
cukier drobny 4 łyżki
cukier wanilinowy 1/2 łyżeczki
masło 100 g
mleko 2 % 1/2 szklanki
jaja 2 szt
żółtko 1 szt
jajo do posmarowania wierzchu 1 szt

NADZIENIE:

budyń śmietankowy 2 szt
mleko 2 % 3 szklanki

I jak w większości przypadków, gdy mamy do czynieni z ciastem drożdżowym wszystko zależy od dobrze przygotowanego zaczynu. W tym celu drożdże zasypujemy cukrem, czekamy aż się rozpuszczą i dodajemy 2-3 łyżki mąki i część ciepłego mleka. Zaczyn, który swą konsystencją powinien przypominać gęstą śmietanę, mieszamy i odstawiamy na kwadrans do podrośnięcia. Następnie dodajemy pozostałe składniki, czyli jaja, mąkę, cukier wanilinowy, stopione masło i pozostały cukier oraz ciepłe mleko. Wyrabiamy spokojnie ciasto drożdżowe, bez pospiechu, by wtłoczyć w niego odpowiednią ilość powietrza, która nadaje mu pulchności. Wyrobione przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 60-80 min. do wyrośnięcia, oczywiście w ciepłe miejsce (u mnie blisko kominka).

Gdy ciasto spokojnie sobie rośnie, przygotowujemy nadzienie, czyli gotujemy budyń. I tu mała uwaga! Koniecznie musimy sprawdzić, czy budynie mają w składzie cukier, bo nie chcemy by nasze wypieki na słodko okazały się niesłodkie. Jeśli cukru brak to koniecznie musimy dodać ilość podaną przez producenta. Budynie oczywiście gotujemy w mniejszej ilości wody, by były odpowiednio gęste. Ugotowane dokładnie studzimy.

Gotowe ciasto wałkujemy na grubość ok. 3 mm i kroimy w prostokąty. Na jednej części każdego z nich kładziemy dość dużą ilość zimnego budyniu, ciasto składamy na pół, końcówki dociskając widelcem. By nieco odkryć, co jest w środku na wierzchu robimy nacięcia nożem (ja zrobiłam je chyba za małe, dlatego następnym razem muszę coś zmienić).

Drożdżówki z budyniem i chałwą, czyli jak jeszcze zaskoczyć smakiem... :)

Sklejone przekładamy na blachę  wyłożoną papierem do pieczenia i dajemy drożdżówkom jeszcze kwadrans na podrośnięcie. Piekarnik nagrzewamy do temp.190 stopni. Drożdżówki smarujemy rozmąconym jajem i pieczemy ok. 15-20 min.

Drożdżówki z budyniem i chałwą, czyli jak jeszcze zaskoczyć smakiem... :)

Jak wyszły widać na załączonym zdjęciu u góry :) Powiem tylko, że ich rozmiar trochę mnie przeraził, ale przecież nikt nie kazał mi zjeść od razu całej ...Przekroiłam sobie i miałam na 2 razy. Taka mała oszczędność... Oczywiście moi panowie nie bawili się w krojenie, tylko konsumowali w takiej formie, w jakie zostały podane. No, ale w końcu to trzech dorosłych mężczyzn! Najmłodszy trzylatek po kilku kęsach był już najedzony... :)

A teraz drożdżówki z chałwą. Dostałam ją od chrześnicy, która tegoroczne wakacje spędzała w Egipcie i znając kulinarną pasję ciotki, oprócz mnóstwa przypraw, obdarzyła mnie pudełeczkiem chałwy. Powiem szczerze, że osobiście bardzo ją lubię, natomiast moi panowie, nie wiedząc czemu, mają do niej zastrzeżenia... Tak czy inaczej, nie chciałam sama się objadać tym rozkosznie słodkim rarytasem i postawiłam na drożdżówki. Chciałam, by przynajmniej w takiej formie faceci się do niej choć trochę przekonali... I chyba mi się to udało, bo choć ilość nie była oszałamiająca, to wszystkie zniknęły przy jednym kawowym posiedzeniu. Oczywiście kawa była tylko dla mnie i dla męża, młodzi na tego typu używki maja jeszcze czas... :) I tutaj także chciałam kształtem nieco zmienić wypiek i tak powstały chałwowe serca. Przyznam, że gdzieś, jeszcze nie wiem gdzie, popełniłam błąd, bo nadzienie troszkę mi wypłynęło, ale nie zmienia to faktu, że były pyszne!

A do sercowych drożdżówek z chałwą musimy przygotować:

NA CIASTO:

mąka pszenna 250 g
drożdże świeże 20 g
cukier drobny 2 łyżki
mleko 2 % 125 ml
masło 35 g
jajo 1 szt

DO NADZIENIA:

chałwa 150 g

I znowu najpierw drożdże kruszymy do miski i zasypujemy je łyżką cukru, by się rozpuściły. Dodajemy część ciepłego mleka i tyle mąki, by zaczyn miał odpowiednią konsystencję. Odstawiamy do podrośnięcia na ok. 10 min. Po tym czasie dodajemy pozostałe składniki, czyli mąkę, cukier, jajo i stopione masło. Delikatnie, z namaszczeniem wyrabiamy ciasto drożdżowe, które przykrywamy ściereczką i ustawiamy w ciepłym miejscu na ok. 90 min, by ciasto podwoiło swoją objętość. Wyrośnięte ciasto wałkujemy na grubość 2-3 mm i kroimy w prostokąty. Na każdym z nich kładziemy pokruszona chałwę. Zwijamy rulon i składamy na pół. Ostrym nożem rozcinamy to miejsce, w którym zrobiło się zgrubienie, ale nie do końca i wywijamy boki tak, by widać było nadzienie, a tym samym tworząc kształt serca.

Drożdżówki z budyniem i chałwą, czyli jak jeszcze zaskoczyć smakiem... :)

 

 

Przekładamy na blachę i czekamy jeszcze ok. 10 -15 min. Piekarnik nagrzewamy do temp. 190 stopni i pieczemy ok. 20 min, aż drożdżówki ładnie się zrumienią. Oczywiście pięknie też urosły w czasie pieczenia, co sprawiło, że serca zamieniły się w serducha :) Upieczone studzimy, robimy kawkę i częstujemy się :)

Drożdżówki z budyniem i chałwą, czyli jak jeszcze zaskoczyć smakiem... :)

Ktoś może mi zarzucić, że wcale apetycznie się nie prezentują, ale dla mnie ważne jest to, że sama je upiekłam!!! I  jak dla mnie są piękne, a przede  wszystkim bardzo smaczne :)

Dodatki takie jak budyń i chałwa okazały się nie lada smacznym i śmiem twierdzić oryginalnym dodatkiem, zwłaszcza ten drugi...Dlatego po raz kolejny zachęcam do domowego pieczenia drożdżówek. Naprawdę warto! :)

 

prymat