Wuzetka Cioci Kazi

Opublikowano: 26.09.2011
Autor: borgia
Wuzetka Cioci Kazi
To ciasto mojej Cioci, wyszarpnięte z mocno wysłużonego już przeze mnie kajetu. Nikt tak nie piekł.

   To nic, że w tych czasach głębokiego kryzysu dobre przepisy krążyły z ręki do ręki, odpisywane i przepisywane wiele razy... U Cioci zawsze smakowało najlepiej. Potrafiła zmienić jeden składnik, albo dwa... Potrafiła zrobić swoją metodą tak, że reszta bladła. O dziwo - wtedy jako mama czwórki dzieci plus ja na dokładkę przez parę lat... piekła przy każdej nadarzającej się okazji baterię pysznych, nieziemsko pachnących ciast - kupując w niedalekim "Butiku Spożywczym" produkty najlepszej wtedy jakości. Prosto z byłego NRD-ówka. I płacąc za to niemało. Chciało jej sie robić codziennie obiady, w tym dosyć często ruskie. Zdaję sobie sprawę z tego, że robię je bardzo podobnie, o ile nie tak samo... Bo takich rzeczy nigdy nie robiłam z przepisu, tylko jakoś tak... same wychodzą. Dodam jeszcze, że pracowała zawodowo ucząc pielęgniarstwa w Liceum Medycznym. Teraz - gdy dzieci dorosłe, gdy jest ze wszystkich stron Babcią dla nich najlepszą (w życiu tego nie widać, żeby Babcią była) ma nieco mniej czasu na takie rzeczy. Faktem jest, że jako wykładowca tym razem na naszej Uczelni zajęta jest do bólu. Wiem jednak, że gdy moje kuzynostwo (fantastyczne) się zjeżdża, to zawsze to stać ją na to, aby poświęcić tego trochę brakującego czasu na kuchenną krzątaninę. Jak ja bym tak chciała...
   Wracając jednak do mojej ulubionej Wuzetki. Co w niej takiego naj? Ot, czekoladowe ciasto przełożone kremem i polane polewą, wcale nie z czekolady. Była wtedy na kartki... I choć mogę teraz topić różne rodzaje czekolady, ja wciąż i niezmiennie jadę z tą polewą. Prostą i wilgotną przez cały czas bycia ciasta. Żeby było śmiesznie ona jest na margarynie nawet, a nie na maśle. Bo masło się nie sprawdza - pozostają tłuste żółte plamy na powierzchni po zastygnięciu. Ciocia tak jak i ja ograniczała ilość cukru w ciastach (może to też jej szkoła?) do niezbędnego minimum, chociaż nie wszędzie się tak da. Tu ciasto jest słodkie, ale za to krem... Krem jest idealny. Kwaskowaty ale delikatny. Puszysty i leciutki. Ten krem zachwyca mnie do dziś. Ale...
   ...Bez ale się nie da. Dlatego, że zanim nauczyłam się cierpliwości do owego kremu, minął jakiś czas. Krem trzeba ucierać bardzo systematycznie - dodając po łyżce śmietaną. Nie więcej, bo... się zwarzy. Ale nigdy z tego powodu nie płakałam, tylko idąc na łatwiznę wrzucałam masę do malaksera, a gdy się zepsuł (bywa przecież) to ręcznym blenderem. Efekt prawie ten sam. No ale prawie... Krem nie jest takim puchem, a i nie wiadomo skąd wody się trochę w nim brało (ostrożnie odlać), ale w smaku taki sam. Może to nie tylko kwestia ładowania większej ilości śmietany - aby szybciej było. Może to też kwestia jakości składników? Nie umiem tego powiedzieć, ale prawdą jest, że gdy zaczęłam robić wg wskazówek Cioci (czytaj: bez pośpiechu), wychodzi bezbłędnie. Może tego też trzeba się nauczyć? 

 



Wuzetka Cioci Kazi

Ciasto:
  15 dag miękkiego masła lub margaryny,
  15 dag cukru pudru,
    4 jajka,
    2 czubate łyżki ciemnego kakao,
    2 łyżki gorącej wody,
  17 dag mąki krupczatki,
    1 łyżeczka proszku do pieczenia,
       tłuszcz i bułka tarta do formy.

Krem:
  15 dag miękkiego masła dobrej jakości,
    5 dag cukru pudru,
       odrobina soku z cytryny (ewentualnie - ok. 2-3 łyżeczki),
250 ml kwaśnej, bardzo gęstej śmietany.

Polewa:
   6 dag margaryny,
   3 łyżki cukru,
   3 łyżki wody,
   2 łyżki ciemnego kakao.

   Tortownicę o średnicy ok. 24 cm natłuścić i wysypać bułką tartą. Odkąd mam kwadratową formę o boku 20 cm, robię w niej, wykładając jej wnętrze pergaminem.
   Kakao wymieszać z gorącą wodą na papkę. Gdyby wody było mało, dolać odrobinę. Mąkę przesiać i wymieszać z proszkiem do pieczenia.. Oddzielić białka od żółtek. Bialka ubić na sztywną pianę.
   W misce utrzeć masło lub margarynę z cukrem pudrem na krem. Dodawać po jednym żółtka - za każdym razem dobrze rozcierając. Dodać przestudzone kakao i dokladnie wymieszać. Stopniowo dodawać mąkę z proszkiem do pieczenia, a na końcu delikatnie wmieszać pianę z białek. Ciasto przełożyć do formy, wygładzić powierzchnię i wsadzić do nagrzanego do 180°C piekarnika na 25-30 minut. Koniecznie sprawdzić patyczkiem. Ostudzić zupełnie, po czym przekroić horyzontalnie na pół.


   Na krem utrzeć masło z cukrem pudrem i sokiem z cytryny na jednolitą masę. Dodawać po 1 łyżce śmietanę - za każdym razem rozcierając bardzo dokładnie. Gdyby krem się raczył zwarzyć - zmiksować go ręcznym blenderem, ale przy stopniowym dodawaniu śmietany, nie powinno się to zdarzyć. Gotowym kremem przełożyć ciasto, mocno dociskając górny blat i wyrównując brzegi.
   Składniki polewy wrzucić do rondelka i cały czas mieszając doprowadzić do wrzenia. Gotować na małym ogniu, aż polewa zgęstnieje. Od razu polać ciasto i odłożyć do zastygnięcia. Ciocia zawsze odkładała do następnego dnia - kiedy ciasto przeszło nieco wilgotnością kremu. Wtedy Wuzetka jest najlepsza.

prymat