Bagietki na zakwasie

Opublikowano: 27.09.2012
Autor: borgia
Bagietki na zakwasie
Taki mój "Przepis na szczęście"...

   Postanowiłam podzielić się też i historią - dlaczego ten przepis będzie "Przepisem na szczęście"... W księdze nie ma miejsca na dywagacje, dlatego wcześniej kilka słów tutaj. A zaczęło się tak...

   Prawdę mówiąc na początku miałam inne zamiary. Chciałam podzielić się przepisem sprzed wielu lat, tym pierwszym moim własnym - zaskakująco pysznym jak na dziewczę mającą z kuchnią tyle wspólnego, co przeciętne dziewczę ma na przykład z fizyką kwantową. Kuchnia jednak jest do ogarnięcia - w przeciwieństwie do nie interesującej mnie fizyki. Danie było sukcesem. A dlaczego na szczęście? Bowiem zrobiłam je dla odwiedzającego mnie z kumplem chłopaka. Obecnie - męża. Danie robię do dziś... i dalej nam smakuje. Jednak dzisiaj odpuszczam. Dzisiaj chciałam inaczej.

   Co to jest szczęście? Dla każdego z nas znaczy ono coś innego. Jednym łatwiej je zdobyć uszczęśliwiając innych. I z takiego staram się wychodzić założenia, robiąc w kuchni różności. Mogę wszak dać do ręki synowi gola i powiedzieć - idź i kup sobie bułę. Mogę też tę bułę sama upiec... i tak właśnie zobaczyć szczęście. Dodam, że jednak tworząc w kuchni cokolwiek doszłam do wniosku, że wszystkim, absolutnie wszystkim do szczęścia wystarczy domowe pieczywo. Pachnące i gorące to wręcz rozkosz. A ostatnimi czasy historii z pieczywem miałam kilka. Może nie z bagietkami, ale z chlebem. Z czarnuszką. Jest w mojej księdze...

   Chwilę temu Mąż wyskoczył z trochę zaskakującą wiadomością, która uświadomiła mi, że coraz gorsze czasy nastają. Miał spotkanie w pracy, na które zjeżdżali się pracownicy z całego okręgu. I tacy, co to aby zdążyć na czas musieli wsiąść do samochodu o 5 rano, by na 7 być. Bez śniadania, pewnie bez kawy... Siedzenie kilka godzin gdy nic się nie jadło? Postanowiłam upiec chleby. Stwierdziłam, że smalcu nie zdążę zrobić, ale przecież zawsze można go kupić. Tak jak i ogórki kiszone. Wziął, spakował i zaniósł. Po spotkaniu zrelacjonował - "Szkoda, że tego nie widziałaś. Wszyscy byli zaskoczeni i szczęśliwi. Chleby poszły migiem.". Tak pokrótce... Bo do szczęścia niewiele trzeba. Ostatnio była powtórka. Niestety chleby te same, ale jeśli dostaje się znów dyspozycje o godzinie 20, to ciężko jest czekać kilka godzin na wyrastanie, czy też bawić się w zrobienie czegoś innego. Ale znów usłyszałam, że panowie chętnie odwiedziliby tę piekarnię, bo może jakiś chleb do domu...

   Dzisiaj jednak bagietki. Staram się urozmaicać podawane pieczywo. Te bagietki są na zakwasie z dodatkiem drożdży. Robi się je w ciągu dwóch dni. Wieczorem wystarczy nastawić zakwas (u mnie ośmiodniowy - jest na moim blogu) i odłożyć na 12 godzin. Minimum 12. Bagietki są chrupiące i prawdę powiedziwszy na drugi dzień po upieczeniu niczego nie tracą. Trzeba sobie wyobrazić ten proceder: odłamać, powąchać i rozdzielić rękami. Do tego oliwa na talerzyk - ta extra vierge. Najlepiej mętna i ostra. Naprawdę można poczuć się szczęśliwym.

 



Bagietki na zakwasie

W przeddzień:
  10 dag zakwasu (3,5 oz),
    5 dag płatków jęczmiennych (1,75 oz),
  50 ml wody.

Nazajutrz:
  50 dag mąki tortowej (17,6 oz),
    1 dag drożdży (0,35 oz),
280 ml wody,
    1 łyżeczka soli,
       przygotowany zakwas,
       mąka do podsypania,
       tłuszcz do blachy,
       płatki jęczmienne do posypania blachy (choć niekoniecznie).

   Wieczorową porą do miski wlać zakwas i wrzucić płatki jęczmienne. Wymieszać, wlać wodę i wymieszać powtórnie. Całość przykryć i odstawić na noc, czyli na minimum 12 godzin.

Nazajutrz:
   Drożdże rozpuścić w 50 ml wody. Do miski robota kuchennego wsypać mąkę, dodać rozpuszczone drożdże, resztę wody, sól i przygotowany w przeddzień zakwas. Całość wyrabiać najpierw na niedużych, a następnie na maksymalnych obrotach przez 2-3 minuty. Ciasto powinno być miękkie.
   Przełożyć ciasto na lekko oprószony mąką blat i zagnieść chwilkę ręcznie, formując kulę. Wsadzić do miski, przykryć i odłożyć na 60 minut do wyrośnięcia.
   Odgazować i wyjąć na oprószony blat. Podzielić na 3 równe części, każdą delikatnie rozciągnąć na długość, złożyć wzdłuż na pół i zlepić brzegi. Zrolować, tworząc bagietkę. Jej długość nie powinna przekraczać długości blachy ;).

 

 


   Blachę natłuścić i posypać 2-3 łyżkami płatków jęczmiennych. Mogą to być otręby. Ułożyć na nich bagietki. Ale chcąc mieć ładne bagietki ułożyć na oprószonej mąką czystej ściereczce, wyciągając ją pomiędzy bagietkami i tworząc przy okazji swoistego rodzaju foremki w kształcie rynienek (natłuszczona blacha będzie potrzebna do pieczenia). Przykryć czystą ściereczką i odłożyć na kolejne 60 minut.
   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 200°C. Delikatnie przełożyć bagietki na przygotowaną blachę. Naciąć każdą bagietkę bardzo ostrym nożem pod skosem trzykrotnie - tuż przed wsadzeniem do piekarnika. Piec 30 minut. 

 

Ewa

prymat