Słodkie okazje...

Opublikowano: 16.08.2011
Autor: suzana
Słodkie okazje...
...czyli kuchenne przygody małe i te duże.

Ostatnio mieliśmy sporo okazji skumulowanych w bliskich terminach, które wręcz same prosiły się o szczególne potraktowanie. Taki czas. Nie jesteśmy jednak dzikimi fanami tortów opływających w maślano –budyniowe masy, po których można powiedzieć, że słodycz życia odpływa na dłuższy czas. W związku z tym, mimo wiru pracy, wyjazdów, spotkań ze znajomymi i remontów, szarpnęłam się i postanowiłam troszkę zająć się sobą w kuchni. Tak, tak, bo dla mnie kuchnia to takie duchowe spa. Nawet bardziej zakrawa o starogreckie katharsis. Z tym też postanowieniem zabrałam się do roboty. Dodam jeszcze tylko, że rezygnując z masła w masie, nie mogłam odmówić sobie czekolady i śmietany kremówki. Wybaczcie mi tą niekonsekwencję, ale z drugiej strony nie odczuwam presji sumienia, które w tak wielu umysłach woła językiem tabeli kalorii. Niemniej jednak, jeśli czyjeś sumienie nie pozwala mu na owe diabelskie składniki, spokojnie można je sobie darować. Tragedii jak sądzę nie będzie, choć smak to już nie ten. Postanowiłam też zastąpić ser mascarpone zwykłym kilkakrotnie mielonym twarogiem. Oprócz prawdopodobnych korzyści energetycznych zadecydował pośpiech no i cena. Jak więc widzicie, powstał tort zupełnie odbiegający od jakichkolwiek norm, tort wręcz z marginesu. Sądzę jednak, że warto czasem oszukać składniki, nawet z powodu kosztów. Nie wszystko musi być przecież jak od linijki. Zwłaszcza w kuchni.

Zacząć należy od biszkoptu, bo wydaje mi się, że jest on duszą każdego dobrego tortu.

 

 

Składniki:

6 jaj
3/4 szklanki cukru
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki kakao

Ubijamy białka, dodajemy cukier a kiedy otrzymamy sztywną pianę, dodajemy po jednym żółtku wciąż ubijając. Przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia mieszamy delikatnie z pianą. Wylewamy biszkopt do tortownicy, pozostawiając ok. szklankę ciasta, które mieszamy z kakao. Wylewamy masę kakaową na białą masę i wykałaczką zaciągamy wzory na cieście. Pieczemy ok. 35 minut w 180 st. Po wystygnięciu przekrawamy na dwie części.

A teraz masa, której jestem fanką:

 

 

 

Składniki:
60 dag zmielonego twarogu lub sera mascarpone
3 żółtka
250 ml śmietany kremówki
¾ szklanki cukru
2 czekolady gorzkie
śmietan-fix

 

Żółtka ubijamy z połową cukru i dodajemy twaróg. Oddzielnie ubijamy śmietankę z resztą cukru i śmietan – fixem, łączymy z twarogiem. Czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej i po ostudzeniu dodajemy do masy twarogowej. Ot i gotowe.

Na dolną warstwę nakładamy połowę masy i dowolne owoce. Można wzbogacić nasz wyrób w bezy poutykane między owocami, co też będzie korzystne dla efektu końcowego. Na to nakładamy wierzch biszkoptu, resztę masy i dekorujemy owocami.

 

 

 

 

Jako, że pozostało mi trochę masy serowej, postanowiłam stworzyć jeszcze małe coś na szybki deser. Do masy jeszcze bez czekolady dodałam rozpuszczoną i tężejącą galaretkę cytrynową. Nie można było inaczej, bo tam była czekolada a tu nic, co mogłoby usztywnić twarogową konstrukcję. Nie chciałam piec kolejnego biszkoptu, więc drogą kupna nabyłam herbatniki i sprawdziły się, jako podstawa naprawdę znakomicie. Tak też upłynęło słodkie popołudnie w kuchni a smak owych wyrobów zapisał się złotymi zgłoskami w naszych kulinarnych wspomnieniach.

 

 

 

 

prymat