Miodem płynące...

Opublikowano: 10.07.2011
Autor: suzana
Miodem płynące...
Czasem by się zakochać, warto ryzykować. Trzeba poznać, by docenić i docenić, by móc zasmakować głębi.

Po ostatnich kulinarnych eksperymentach osnutych kurpiowską nutą, dziś pragnę zaproponować nieco bardziej przyziemne menu. Nie będzie to jednak do końca zwyczajne danie. Kolejny już raz smaki Kurpi zaskakują, kuszą i wodzą podniebienia na nieziemskie pokuszenie. To tu dary ziemi łączą się z typowo polskimi potrawami. To tu ciężką pracę koi uśmiech gospodyni i pełen przysmaków talerz. Za to lubię kuchnię regionalną. Za ów ukłon w stronę ziemi – odwiecznej dobrodusznej karmicielki, docenienie jej darów. I przez to, że nie jest to kuchnia banalna. Bo kto, na co dzień do zwykłej zupy fasolowej dodałby suszone śliwki czy miód? Lubię ludzi, którzy potrafią zatrzymać się w biegu swojego życia i zwolnić choć na chwilę, aby docenić to, co najbardziej ulotne. Tacy są Kurpie. Więc taką też, prawdziwie kurpiowską zupą fasolową pragnę Was poczęstować.

 

 

 

 

 

Składniki:
150g fasoli
pęczek włoszczyzny
2 ziemniaki
2 litry wody
cebula,
2 łyżki miodu
3 garście suszonych śliwek
ćwiartka laski kiełbasy
majeranek
sól, pieprz

Fasolę namoczyć, następnie ugotować w nieosolonej wodzie. Namoczone śliwki gotujemy w 2 litrach wody, następnie wyciągamy je na talerzyk i do wywaru śliwkowego dodajemy włoszczyznę i ziemniaki pokrojone w kostkę i ugotowaną fasolę. Kiełbasę pokrojoną w kostkę i cebulkę smażymy na złoty kolor i dodajemy do zupy. Śliwki wyjęte z wody przecieramy i dodajemy do zupy. Doprawiamy miodem, solą, pieprzem i sokiem z cytryny.

 

 

Nie mogłam się oprzeć i skusiłam się również na deser. Bardzo prosty a robiący wspaniałe wrażenie. A ten smak może oczarować niejedno podniiebienie. Już jakiś czas temu przygotowywałam przecier z dzikiej róży, więc dziś posłużył mi, jako gotowa baza do deseru.

 

 

 

 

 

Na jedną porcję kisielu różanego potrzebujemy:

2 płaskie łyżeczki mąki ziemniaczanej
2 łyżki przecieru z róży (płatki z róży ucieramy z cukrem i sokiem z cytryny w odpowiadających nam smakowo proporcjach)
1 szklankę wody
cukier, sok z cytryny do smaku

W ¼ szklanki wody mieszamy mąkę i przecier z róży. Resztę wody gotujemy. Po zagotowaniu dodajemy mieszaninę różaną i gotujemy do zgęstnienia ciągle mieszając. W razie potrzeby dodajemy odrobinę cukru bądź soku z cytryny. Ja lubię niezbyt gęsty kisiel, więc można zwiększyć ilość skrobi ziemniaczanej i wtedy otrzymamy nieco gęstszy deser.

 

Niewielką wadą tego różanego cudeńka jest to, że przecier pod wpływem temperatury nieco traci swój wyrazisty kolor, ale kiedy ozdobimy go odrobiną przecieru lub płatkami róż, wygląda naprawdę królewsko. Smakuje wybornie, przekonajcie się sami…

 

Na koniec oczywiście gadka kurpiowska. Dziś będzie o weselu. Wszakże to taki radosny czas w roku...

 

O dawnech weselach 

 

Zieta kiedyś to były na Kurpsiachwesela. Łociec ni łopoziedali ze trzy dni trwały, a drugie trzy dni tołociec głowe w serwatce mocyli. Jek buł kawalerem, to prazie co wesele,to jeden ząb w gambzie mniej, albo dziury w letniaku po bronach. U nas wCarni to się kiedyś bzijali, o mój jejku! – jek karetka pogotozia nawesele nie przyjechała, to wesele nie było łudane i pare lat je we wsipaniętali co takie smutne było. Przewaźnie to się u nas bziliśtachetani. Jek który chciał tak po nowocesnemu – psięściani, albo zgłówki komuś przywaluł, to go zara wsyscy obśtorcowali – mózili – bzierzśtachete w pazory i bzij się jek cłoziek! Mój łociec, to by się bułwyniscuł przez te wesela – moze nawet i ja bym się nie narodziuł.Scęście ze łociec je cwany i wyrobziuł sobzie taki podstęp. Zawdy jekjus się zaceni bzić i dochodziło do tego ze kozden musiał dostać, towtedy łociec podlatywał do płota odrywał śtachete, to wtedy bzijaki cogo gonili odstępowali a łon wtedy to dziuro niędzy śtachetani cmyk ityle go zidzieli.

Najgorzej było jek z młodemprzyjechała kawalerka spoza nasej parasii i nase dziewcaki podrywali. Towtedy nase chłopaki brony pod łoknani rozkładali, drzi na skubelzamykali i fajery z kotliny w ruch! To łobce ni nieli jek uciekać, toprzez łokna !!! I w te brony! Ajek który brony przeskocuł to i tak dostał w plecy, bo u nas nawetnajsłabsy to rzucał nieni na psiędziesiąt kroków. I wtedy do końcamuzyki jus buł z łobceni spokój, a dziewcaki tylo z naseni kawaleranitańcowali, bo łobce golenie lecyli.

Kiedyś to były wesela... Łociec mójto by wom łopoziedział na łosobności, bo ja to jesce jestem za mały iwsystkiego ni mózieć nie chce. Łociec, zieta, tote dawne wesela chwali. Zawdy ni powtarza – synu zeby nie muzyka naweselu u Wejdziakowej Antosi, to i ciebzie na śwecie by nie było.

Tera to te wesela so janse, tylojeden dzień trwajo, smutne jekieś – nikt się nie bzije. Mnie to sięwydaje ze to przez to nowocesność. Bo zaniast płotu ze śtachetani, totera siatkani grodzo, brony tera do ciągników kupujo a łony so cięzse,ze z niejsca jech nie rusys. Tak to przez to nowocesność kultura ludowana wsi uniera, ale mnie się wydaje ze i chłopy so teras jekieś słabse i troche bojące.

prymat