Kulinarne "zrób to sam"

Opublikowano: 22.08.2012
Kulinarne "zrób to sam"
Czy pamiętacie to uczucie, gdy okazywało się że rzecz, którą uwielbiacie, można przygotować własnoręcznie, we własnej kuchni, we własnym domu? W prosty, łatwy sposób, z użyciem powszechnie dostępnych składników?

Były czasy, w których uważaliśmy, że przywożone dwa razy do roku przez ciocię pracującą w Italii zielone cudo w słoiczku, jest jedyne, niepowtarzalne i przede wszystkim nie do podrobienia. Tych kilka dni w roku, podczas których bez skrępowania przez cały dzień delektowaliśmy się bagietką z pesto, było jedną wielką kulinarną ucztą, zapowiedzią nowej ery. Któż wtedy myślał o bazylii sprzedawanej w doniczkach? Były to czasy, w których za najlepsze hamburgery uważaliśmy te sprzedawane przez międzynarodowe koncerny, a keczup do frytek musiał pochodzić z charakterystycznej szklanej butelki. 

 

To mogłaby być piękna historia rozwoju pasji, nabierania kulinarnej samoświadomości, fascynacji życiem i towarzyszącymi mu smakami, opowieść o sukcesach, porażkach i wreszcie - spokojnego, dojrzałego powrotu do krainy domowych smaków i zapachów. Niestety, taka nie będzie. Na zadane w pierwszym wersie pytanie nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Nie wiemy, nie pamiętamy. Nie potrafimy wskazać tego momentu, nasze zainteresowanie kulinariami ewoluowało naturalnie i dość spontanicznie. Nie znamy daty zakupu pierwszej doniczki bazylii, nie kojarzymy nawet pierwszego słoiczka pesto. Dziś wiemy jednak, że naszym ulubionym pesto jest to ucierane własnymi rękami Pana Sandmana z Panią Sandman dopingującą z boku, że najlepsze hamburgery świata mogą spalić się na węgiel z zazdrości przy porównywaniu z tymi smażonymi na naszym domowym grillu, że potrawy przyrządzone we własnej kuchni mogą pobić na głowę te kosztowane w restauracji. Czy padamy ofiarami własnego ego, bezwstydnego samozachwytu? Czy ofiarami są wszyscy kuchenni amatorzy, ciągle opracowujący menu na wszelkiego rodzaju okazje i ewentualności, mające wzbudzić zachwyt degustujących gości? Być może tak, Nie widzimy jednak w tym nic złego. Odtwarzanie kultowych smaków w domowym zaciszu daje nam tyle satysfakcji, że nie zamierzamy przestać, uświadamiamy też sobie, że nigdzie nie spróbujemy takich smaków i połączeń, jak we własnej kuchni. A że czasem ktoś pochwali...

 

 

Pesto

Składniki:

 

duży pęczek bazylii

garść orzeszków piniowych/pestek słonecznikowych

1-2 ząbki czosnku

ok. 100 ml oliwy

garść startego parmezanu/grana padano

 

Pesto jest niebywale "elastyczne". Nigdy nie trzymamy się proporcji, ciągle próbujemy czegoś nowego. Więcej parmezanu? Ok. Bardziej czosnkowe? Nie ma sprawy! Trudności ze znalezieniem orzeszków piniowych? Są pestki słonecznika. Ziołowy aromat? Mamy rukolę, pietruszkę i koperek. Suszone pomidory? Obowiązkowo. W przypadku ilustrowanym przez powyższe zdjęcia użyliśmy trzech rodzajów bazylii, ze wspominanego już wielokrotnie maminego ogródka. Dziki nie polubiły bazylii, odstraszyła ją zapewne swoim aromatem, dzięki czemu nasze pesto mogło zostać wzbogacone listkami bazylii czerwonej i cytrynowej. Wyszło wspaniale aromatyczne, bardzo złożone. Jedynym stałym elementem naszego pesto jest chyba tylko oliwa. A odkąd moździerz poległ w walce, nie doczekawszy się sukcesji, używamy blendera - też jest dobrze. Nasze, dość tradycyjne pesto najczęściej wygląda tak:

 

Listki bazylii, kilka łodyg - w nich też jest mnóstwo aromatu, podprażone na suchej patelni orzeszki/pestki, ząbki czosnku miksujemy w blenderze ze szczypta soli. Do gładkiej masy dodajemy ser, miksując wlewamy powoli oliwę. Osiągnąwszy satysfakcjonującą gęstość, umieszczamy w pesto w słoiczku i zalewamy kilkoma łyżkami oliwy. Zjadamy w ciągu kilku dni, a następnie powtarzamy cały proces :)





 
 

 

Płatki suszonych papryczek chilli 

 

Nie ma chyba nic łatwiejszego. Interesującą nas ilość papryczek myjemy, przepoławiamy, pozbawiamy pestek i osuszamy. By uzyskać przyjemnie różnorodny aromat, warto użyć kilku rodzajów chilli, kilku kolorów. Jeśli nie mamy dostępu do suchego, gorącego klimatu, aby   przygotować zapasy naturalnymi metodami, posiłkujemy się techniką. W rozgrzanym do 60 - 70 st. C piekarniku (termoobieg) suszymy papryczki przez około 5 - 6 godzin. Warto zaglądać co jakiś czas, by obrócić chilli w razie potrzeby. "Chrupiące" dzielimy na płatki przy pomocy dłoni - przydają się gumowe rękawiczki :) W szybki, łatwy i mało pracochłonny sposób uzyskujemy znaczny zapas naturalnego aromatu chilli. Przechowywane w szczelnym pojemniczku przez bardzo długi czas dodadzą pikanterii naszej kuchni. Jak długo? Nie wiemy, gdyż zwykle nasz zapas kończył się przed jakimkolwiek zauważalnym spadkiem właściwości :)


 

Keczup z cukinii 

Składniki:

 

1.5 kg cukinii bez skóry i pestek,

0.5 kg cebuli,

garść soli,

2 szklanki cukru,

1 łyżka papryki ostrej,

1 łyżka papryki słodkiej,

600 g koncentratu pomidorowy,

1 szklanka octu

 

Cukinię obieramy, pozbawiamy pestek, ścieramy na tartce o grubych okach. Cebulę kroimy w piórka. W dużej misie zasypujemy cebulę i cukinię garścią soli i odstawiamy w ciemne miejsce na min. 6 godzin. Po tym czasie warzywa miksujemy blenderem, umieszczamy w garnku i dodajemy cukier, paprykę, koncentrat pomidorowy. Zagotowujemy, po czym gotujemy dalej na średnim ogniu przez 20 minut, co chwilę mieszając. Dodajemy szklankę octu, zagotowujemy i przekładamy do wyparzonych słoiczków. Kusi nas, by następnym razem dodać kilka łodyg selera naciowego i kilka pomidorów. Sądzimy, że dzięki temu smak będzie jeszcze bogatszy. 








prymat