Gadżety w kuchni

Opublikowano: 03.04.2011
Autor: patusia
Gadżety w kuchni
Kolejny gadżet do kuchni kupiony.
Co to za tworzywo? – pyta się każdy zdziwiony.
To nic takiego, to małe cudeńko
Pomoże mi w kuchni, wyręczy mnie w pracy.
Ale masz już w kuchni podobny, drugi taki!
Nie, ten jest lepszy, nowy, wyręczy ten stary.
Takich cudeniek masz już kredens cały!
Ale ten się przyda i jest....taki ładny!

 

Znacie to?

Chyba każdy w swojej kuchni ma jakieś gadżety w sumie do niczego mu niepotrzebne, ale zakupione, bo trudno było się oprzeć ich urokowi albo wydawały się takie potrzebne i ułatwiające pracę. Ale czy rzeczywiście okazały się być pomocne?

Sklepy zapełnione są produktami typu pojemnik na banana, na cebulę, na cytrynę, na czosnek i wiele wiele tym podobnych ale czy naprawdę ich potrzebujemy?

Chyba człowiek z natury jest takim „zbieraczem” z pozoru potrzebnych mu rzeczy, łudząc się, że przyspieszą mu pracę, że pomogą w kuchni albo zakupione, bo ładnie będą wyglądały.

Sama coś o tym wiem.

Udaje mi się konsekwentnie powstrzymywać od zakupienia w/w produktów a nawet ba, przetłumaczyłam sobie, ze stałyby się kolejnym zbieraczem kurzu bądź niepotrzebnym, zapełniającym szafkę bibelotem.

Jednak jak każdy i ja czasem skuszę się na jakiś gadżet.

Mam pewną manię kupowania pojedynczych, urzekających mnie talerzyków, miseczek itp., do których do kompletu nic nie mam ale ładnie wyglądają same w sobie.

Sama się przed sobą tłumaczę, że nigdzie nie jest powiedziane, że trzeba mieć jednolite komplety naczyń na stole i że tym sposobem zastawiony stół nie jest nudno –monotonny.

W ubiegłym roku zakupiłam ręczną maszynkę do krojenia ziemniaków na frytki.

Zawsze kroiłam i kroję ziemniaki na frytki nożem ale zakup ten wydawał mi się pomocny. Efekt? – kolejny zapychacz szafki w domu.

Ręczny robot kuchenny. Hmmm, mam elektryczny ale ten wydawał mi się przydatny na chociażby wyjazdy. Ostatnio używany – chyba pół roku temu, gdy ktoś mi pomagał w kuchni, podczas gdy ten elektryczny był używany. Na wczasy nigdy nie zabrany – wszędzie zabieram ten elektryczny.

Łyżka do wyjmowania jajek. Nigdy nie użyta – zawsze po zagotowaniu jaj po prostu wylewam wodę z rondelka i napuszczam do niej zimnej. Jajka wtedy bez problemu wyjmuję i obieram.

Silikonowa mata do pieczenia. Może z 1 – 2 razy użyta. Na co dzień wolę zwykły papier pergaminowy, który po użyciu po prostu wyrzucam.

W domu można znaleźć pełno takich bibelotów zakupionych pod wpływem chwili albo z pozoru mających ułatwić nam pracę, po które później nie sięgamy.

Nie powiem – są też i takie, po które sięgamy chociażby z jakiegoś sentymentu, bo np. mamy je po naszej babci, mamie bądź też nabyliśmy podczas jakieś podróży.

 

Myślę, że wniosek z mojego wywodu jest taki.

Lubimy kupować gadżety

I nic nie powstrzyma nas od zakupów takich.

Choć głos rozsądku potrzebny jest czasem,

W zakupach takich można zatracić się czasem.

Jeśli w tych zakupach nie dostrzega się mani,

Nic nie zaszkodzi jak zatracimy się w nich czasem sami.

I co można powiedzieć na takie właściwości,

Że kupowanie ich sprawia nam tyle radości!

prymat