Figowo :)

Opublikowano: 15.09.2013
Autor: Habibi
Figowo :)
~ no i nadeszła jesień...

Julian Tuwim przepięknie napisał:
 
"Mimozami jesień się zaczyna.
złotawa, krucha i miła..."
 
na fotce poniżej moje malownicze okolice w porze jesiennej:

 
Choć jestem stworzeniem wybitnie ciepłolubnym i nabieram chęci do działania oraz sił witalnych tylko wówczas, jeśli za oknem grzeje piękne letnie słońce ... 

... to jednak mam pewną słabość również do jesieni :)

Kocham kolory - brązopochodne,rudości,beże,oliwki... sama natura :)

Z wielką niecierpliwością czekam na tę jesień pełną owoców, grzybów, przetworów... między innymi najbardziej wyczekuję świeżych fig, które uwielbiam :)



Po sezonie, który nie trwa zbyt długo, mam zahibernowane figi  głęboko w zamrażarce, żeby się do nich za szybko nie dobrać ;)
... po rozmrożeniu nie są już tak wspaniałe i jędrne, jak świeże, ale ... jak się nie ma co się lubi... ...no właśnie z takiego założenia wychodzę i nie marudzę :)

Weekend spędzam sama w domu, trochę z wyboru, trochę z lenistwa, trochę z wygody... za oknem ledwie 16 stopni, szaro, buro i ponuro... sennie...
Mężuś pojechał w kolejną trasę, jak zwykle, nikogo to już nie dziwi... mogłam pojechać z Nim, ale sprawdziłam prognozę pogody i zdcydowanie nie nastrajała mnie do podróży...
Syn ma własne towarzystwo i od jakiegoś czasu sam sobie organizuje czas... 

Ja dzisiaj mam dzień prawie, jak przy chorobie... cały dzień w łóżku, z pilotami pod ręką, z laptopem i gorącą herbatką z cytrynką :)
U nas w domu nie pija się gorącej herbaty, kiedy temp. za oknem przekracza 20 stopni - taka niepisana zasada rodzinna ... haha ;)
Ale kiedy za oknem szaruga i chłód - przypominamy sobie, że istnieje taki poczciwy napój :)

Nie miałam wcale chęci na jakieś wymyślne niedzielne gotowanie ... planowałam tradycyjny domowy rosołek, ale późne śniadanko zrobiło swoje ...
... no i ostatecznie zapomniałam o obiedzie... a kiedy  sobie przypomniałam, to już była godz. 17:30 i nie było sensu nastawiać rosołu...

Dojadłam to, co miałam z wczoraj... ale na poprawę nastroju strzeliłam sobie królewski deser - karmelizowane figi z masłem, miodem, cytryną, domową esencją waniliową i... pysznym aromatycznym likierem figowym :) 
Ach, poezja smaku :)
 
 

Kto nie spróbował nigdy świeżej figi, nie ma pojęcia o jej smaku :)
Jestem zdania, że wszystkiego trzeba skosztwać osobiście... nie powiem, że czegoś nie lubię, jeśli tego nie spróbuję! 

Przez wiele lat zachwycałam się suszonymi figami, podobnie jak daktylami, ale swój zachwyt pewnego dnia (jakieś 7 lat temu) przeniosłam zdecydowanie na świeże owoce :)

Przez dwa poprzednie lata jadałam zielone figi zrywane wprost z włoskich drzew, dlatego ze szczególnym uwielbieniem korzystałam z każdej możliwości jesiennych wyjazdów z mężem do Włoch :) 
Nie jest tajemnicą, że wszystkie pory roku mają tam dla mnie szczególne znaczenie:
~ wiosna to kolory kwiatów, pięknie kwitnące magnolie, brzoskwinie, jabłonie  
~ lato włoskie kocham za słońce, temperatury, zapachy
~ jesień to świeże figi oraz obłędne kolory drzew, pól, łąk, krajobrazów
~ zima włoska jest śnieżna, puszysta i malownicza
...ale bez przesady z moją miłością do tej pory roku ;)

POLECAM każdemu świeże dojrzałe figi ... fioletowe czy zielone, to nie ma większego znaczenia... próbujcie, smakujcie i spieszcie się, bo sezona na nie wiecznie nie trwa!

prymat