Chleb nasz powszedni

Opublikowano: 25.03.2011
Autor: patusia
Chleb nasz powszedni
Jak obyczaj staropolski każe
Chlebem i solą pragnę Was przywitać
Ponieważ od dzisiaj swój blog postanowiłam pisać.
Długo nosiłam się z tym zamiarem
Lecz dopiero dzisiaj
Swoje zamiary w czyn zamieniłam.
Więc moi kochani
Gorąco Was witam!

 

Chyba u każdego w domu niezbędnym, codziennym elementem diety jest chleb.

Istnieje tyle rodzajów chleba, że nie starczyłoby mi sił i stron, aby opisać każdy możliwy i stworzony przez człowieka rodzaj chleba.

Chlebuś możemy zarówno kupić w każdym spożywczym sklepie jak i przygotować go sami.

A wariacji na jego temat ograniczeniem jest tylko .....nasza wyobraźnia.

Tak!

Wyobraźnia tu ogromną rolę odgrywa.

Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego, własnoręcznie przygotowanego chleba.

Nie wiedząc dokładnie jak się taki chleb przygotowuje, w dniu rodzinnego wyjazdu w góry ogarnęła mnie ogromna chęć przygotowania takiego chlebka.

Czym prędzej wyszłam z domu (nie mając jeszcze walizki przygotowanej) i udałam się do oddalonego sporo drogi od mojego domu sklepu z delikatesami wiedząc, że na pewno znajdę tam mąkę nadającą się do wypieków pieczywa.

Gdy już tam dotarłam, udało mi się odnaleźć interesujące mnie stoisko.

I nie uwierzycie jaką miałam minę widząc tyle rodzajów mąki, nie mając zielonego pojęcia, która nadawałaby się najlepiej na mój upragniony chlebuś.

Włożyłam do koszyka 3 rodzaje mąki mając nadzieję, że uda mi się z nich mój wypiek zrobić.

W domu działając pod wpływem impulsu mieszałam w dowolnych proporcjach wszystkie 3 rodzaje mąki, oczywiście drożdże (świeże), mleko, trochę soli wkładając w to całe moje serce. Gdy już połączyłam dobrze te składniki i włożyłam uformowany ręcznie chlebek na blachę do rozgrzanego piekarnika – z radością a zarazem niepewnością czekałam na efekt końcowy iiiii.... po zapachu już czułam, że mój wypiek się udał.

W międzyczasie szybko się spakowałam i świeżutki chleb ze sobą w podróż zabrałam.

Radość tym większa dla mnie była, że chleb smakiem i zdumiewającą wielkością moją rodzinę i przyjaciół zachwycał.

Od tamtej pory postanowiłam – chleb co jakiś czas będę sama w domu robiła.

I tak jak postanowiłam, chlebuś co jakiś czas w domu wypiekam.

Staram się, żeby za każdym razem był inny. Raz robię z jednego rodzaju mąki, innym razem różne mieszam,  wzbogacając go co jakiś czas takimi dodatkami jak przyprawy, bakalie a nawet  różne warzywa i owoce czyniąc go przy tym niepowtarzalnym i takim po prostu – moim :)

A o to chleb, który specjalnie dzisiaj upiekłam.

 

Może na zdjęciu tego nie widać, ale wyrósł mi 27x32cm mierząc od spodu.

 

Mhmmmm, w domu czuć jeszcze jego zapach.

A chlebek zrobiłam w następujący sposób.

 

Wymieszałam:

 

* 1 kg mąki pszennej

* mleko w takiej ilości, aby ciasto wyszło sprężyste

* ½ jogurtu typu greckiego

* porządną szczyptę soli

* garść suszonych śliwek, które pokroiłam

* garść nasion słonecznika

Potrzebne jest jeszcze 1 żółtko do posmarowania uformowanego chleba.

 

Tak wymieszane ciasto odstawiłam do wyrośnięcia na godzinę.

Posypując mąką blat kuchenny, przełożyłam na niego ciasto delikatnie formując bochenek, który następnie przełożyłam na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Zostawiłam jeszcze na 30 minut do wyrośnięcia. Następnie wierzch ciasta posmarowałam żółtkiem. Blachę z ciastem włożyłam do chłodnego piekarnika nastawionego na 170 stopni z włączonym termoobiegiem. Chlebek piekłam 60 minut, bo wyszedł mi naprawdę duży.

A efekt?

Oceńcie sami.

Żałuję tylko, że nie mogę faktycznie Was nim poczęstować.

prymat