Aktualności Doradcy Smaku

istock_000008730762medium

Tematy, których lepiej nie poruszać przy stole

Siedzą, piją, kiełbaski palą. Tańce, hulanki, swawole. Ledwo domu nie rozwalą… no właśnie, a co jak rozwalą? Bo przecież istnieją tematy-bomby, których nieopatrzne rzucenie jest równoznaczne z wybuchem trotylu – rodzinna impreza sypie się w kawałki. W atmosferze radosnych żartów, pomiędzy chwaleniem maminych żeberek a zdawaną relacją z ząbkowania córeczki, pojawia się nieoczekiwanie niewypał. Zdanie, które zwiastuje katastrofę.

Po kłopotliwym milczeniu, ciocia nie wie, gdzie podziać wzrok, a wujek jest już w przedpokoju, gdzie ze stoickim spokojem mówi do żony – kochanie, podaj mi płaszcz. Wychodzimy. Odwieczne pytanie wciąż jest aktualne. Zatem jakich tematów unikać przy stole?

Wigilia, grill czy cotygodniowy obiad u teściowej gromadzą szersze grono przy stole. Jedni, jak nakazuje kurtuazja – przyjmą wszystko, co usłyszą. Drudzy – niekoniecznie. Z krewkim charakterem i ciętym językiem poniosą temat dalej, idąc na słowną bitwę. Osobowość zwycięża nad wartościami, gdyż jak podkreśla dr Tomasz Sobierajski we wszystkich badaniach, w których pyta się Polaków o to, co jest dla nich najważniejszą wartością, odpowiadają gremialnie, że jest to rodzina. Można domniemywać, że za wartością bycia w rodzinie czy też posiadania rodziny, kryje się spełnienie poczucia bliskości, bezpieczeństwa, oparcia, radości i dopełnienia. Mimo to, kolejne spotkanie rodzinne właśnie przeszło do historii.

Domek z ogródkiem po raz setny

Często od grzecznościowego „co słychać?” zatroskana ciocia pójdzie o krok dalej. Niestety, większość z nas dostaje alergii na magiczne słowo „stabilizacja”. Po nim następuje gradobicie mniej lub bardziej intymnych pytań rodem z serialowej „Dynastii”, na które nie wiadomo jak odpowiedzieć. Jeśli na swoim koncie nie mamy domu z ogródkiem, drzewo niezasadzone, a syn wciąż niespłodzony, możemy być prawie pewni, że ktoś o to zapyta. Wieczne singielki otrą się o mit staropanieństwa i usłyszą, że nie wolno im siadać na rogu. Młode pary będą niezręcznie tłumaczyły, kiedy ślub, a bezdzietni zaczną mówić o karierze, nie zważając na uwagi o zegarze biologicznym, który przecież ciągle tyka, jak podkreśla ciotka, którą widzimy raz na rok.

Niestety, próby wyjścia z sytuacji z twarzą spełzną na niczym. Przecież wszyscy wiemy, że rzucone „u mnie okej” nie załatwi sprawy. Tematy bardzo osobiste warto zostawić na prywatną rozmowę w cztery oczy.

Co tam panie słychać w polityce?

W Polsce – jak powszechnie wiadomo – znamy się na wszystkim. Szczególnie na polityce i jak mówi znane powiedzenie: „gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie”. Kiedy po orbicie zaczynają nieśmiało krążyć lustracja czy wybory, może dojść do prawdziwej wojny towarzyskiej. W ferworze wymiany poglądów, od nieudolności współczesnego rządu przejdziemy do czasów komuny, w której jak wiemy, żyło się lepiej, a dziadek dorzuci, jak to było za okupacji. Grill, na którym rozbrzmiewa „Balcerowicz musi odejść” niestety nie będzie należał do najprzyjemniejszych. Po załagodzeniu starcia przez babcię czy mamę, zalegnie niezręczna cisza, a krzykacze udadzą się do wrogich obozów. Czy jest sens wywieszać białą flagę? Pamiętajmy, ile osób, tyle poglądów.

Spisek, parada równości, no i ten gender

Politykę z piedestału najbardziej kłopotliwych tematów mogą zrzucić jedynie te kontrowersyjne. O ile rozpowiadanie o alternatywnym sposobie na marynowanie mięsa nikogo nie urazi, to jednak rzucanie mięsem w mięsożerców – już tak. Wegetarianie na grillu powinni respektować prawa innych, ponieważ każda wzmianka o biednych zwierzętach z przymiotnikiem okrutny powoduje, że atmosfera przyjęcia będzie gęstniała z każdym kęsem wołowiny. 

Podobnymi scysjami mogą się skończyć rozmowy o kwestiach trudnych moralnie, jak: aborcja, homoseksualizm czy kara śmierci. Do tego wszystkiego temat-zapalnik, czyli religia. Bynajmniej, nie będzie to rozmowa oparta o systemy wartości wielkich, światowych wierzeń.

Jak uratować spotkanie?

Oczywiście, zawsze przy kwestiach spornych ciocia może uspokajać wujka, strasząc, że w tym wieku zbyt wysokie ciśnienie to nic dobrego. Zupełnie przypadkowo możemy wylać także gar z zupą czy zacząć symulować dławienie się, odciągając uwagę od kłopotliwego tematu. 

Możemy także nie rzucać trotylem na przywitanie i spędzić czas w miłej atmosferze, co jest zwykle najlepszym rozwiązaniem, mając w pamięci, że lepiej zapobiegać, niż leczyć.

Komentarze

A Ty, co o tym myślisz?

Dodaj komentarz