Zdrowy i niezdrowy nabiał - czyli co wybrać w sklepie?

Opublikowano: 22.08.2012
Autor: domaskowa
Zdrowy i niezdrowy nabiał - czyli co wybrać w sklepie?
Wybór nabiału w sklepach jest ogromny, jak wiemy, nabiał to przede wszystkim mleko, jaja, masło, sery i różnego typu wyroby jogurtowe oraz twarogi i twarożki. Kupujemy najczęściej te, które najbardziej nam smakują, wcale nie zwracając uwagi na ich skład, czy choćby nazwę, po której od razu można zidentyfikować „fałszywkę”.

Masło maślane

Jestem autorką bloga kulinarnego i kocham gotować, wyznaje przy tym jedną zasadę: używam tylko najprawdziwszego masła, a margaryna w moim domu traktowana jest jak zło. Wiem, że często cierpi przy tym mój portfel, ale nie ma co oszczędzać akurat w tej sferze.

Najlepsze masło, to takie, które jest po prostu „czyste”, nie ma żadnych domieszek i ma w sobie 82%, a najlepiej 83% tłuszczu – im więcej, tym lepiej. Rozumiem doskonale, że zwolennicy margaryny będą krzyczeć, że masło jest niezdrowe, ale oni również do końca nie mają racji, wciąż zajadając się nią, ale to nieprawda, że margaryna jest dietetyczna, bo – tak jak w przypadku pieczywa tradycyjnego i chrupkiego – potrafi ona być bardziej kaloryczna od masła - ponadto większość produkowanych dziś margaryn zawiera śladowe ilości tłuszczy trans.

Jeśli naprawdę cenimy sobie walory smakowe, to decydujmy się, by rzeczywiście kupować masło, ale to prawdziwe. Wszelkiego typu mixełka, mixy i masła extra z 60% zawartością tłuszczu nie nadają się nawet do usmażenia jajecznicy, a miksowane w cieście po prostu się waży.

Czytajmy opakowania! Zawsze to powtarzam, bo opakowanie „prawdę nam powie”. Czasami, na etykiecie masła trzeba naszukać się potrzebnych informacji, a w przypadku wyrobów maślanych w składzie nie powinno znajdować się nic innego jak: tłuszcz maślany (ew. karoten dla poprawienia koloru)

I pamiętajmy, że nazwa „MASŁO” zastrzeżone jest tylko i wyłącznie dla produktów z mleka krowiego, nie zawierających domieszek tłuszczów roślinnych.



Bez jaj…

Jeśli chodzi o jajka, to nie trzeba się w tym temacie zbytnio rozwodzić. Oczywiście, im niższy numer na pieczątce, tym kupne jajka lepsze, a najlepiej, gdybyśmy załatwili sobie dostawę od gospodarza, który hoduje „szczęśliwe kurki”. Pamiętajmy tylko, że zanim wsadzimy kupione jaja do lodówki, należy je dokładnie umyć – np. przeznaczoną do tego celu gąbką.

Wciąż śmieszy mnie, kiedy słyszę, że jajka są niezdrowe i podnoszą cholesterol. Ktoś kiedyś puścił tą wstrętną i obłudną plotkę i do tej pory ludzie w nią wierzą. Mój tata od dwunastu lat, regularnie, dzień w dzień jada 2-4 jaj i czuje się świetnie, a wyniki badań krwi ma najlepsze z całej czteroosobowej rodziny, pamiętajmy tylko o umiarze – jedząc tyle jajek trzeba aktywnie ćwiczyć i mieć zapewniony intensywny ruch przynajmniej 2 razy w tygodniu. Jajka to przede wszystkim źródło witamin z grupy B, miedzi, cynku i fosforu, a także kwasów omega -3 i -6.

Wracając do wyżej wspomnianych pieczątek – na jajach producenci umieszczają stempelki, które pomóc nam mają w zidentyfikowaniu, które jajka skąd pochodzą. Byłam kiedyś na fermie jajecznej, gdzie było 300 000 kur (chów klatkowy) i to nie jest najmilsze wspomnienie mojego życia, stąd do dzisiaj jadam jaja wyłącznie od gospodarza – w razie potrzeby ze sklepu z oznaczeniem „0”. No właśnie, a cóż te cyferki oznaczają?

0” – produkcja ekologiczna

1” – chów na wolnym wybiegu

2” – chów ściółkowy

3” – chów klatkowy

Jeśli ktoś koniecznie chciałby poznać różnicę, między poszczególnymi typami, polecam ugotowanie jaja „0” i jaja „3” i zjedzenie ich po sobie – odczujecie znaczną różnicę w smaku.



Jogurty, śmietany…

Podejrzewam, że zaraz po kanapkach, to właśnie one są ulubionym daniem śniadaniowym Polaków. Są także smaczną przekąską, bywają tez zdrowe – pod warunkiem, że sami skomponujemy ich skład.

Przy wyborze jogurtu w sklepie najważniejszą rzeczą jest czytanie etykiet. Lubię jogurty owocowe i zdarza mi się je jeść, ale są one strasznie przesłodzone i czasami mam wrażenie, że jem samą chemię.

Wystarczy wziąć do ręki pierwszy lepszy jogurt owocowy, czy nawet śmietanę (o, zgrozo) z brzegu i czytamy: […], skrobia modyfikowana, guma guar, koszenila, syrop glukozowo – fruktozowy (w ostatnich badaniach amerykańskich stwierdzony jako główna przyczyna otyłości wśród Amerykanów), mleko w proszku, cytrynian sodu, hibiskus (w jogurcie wiśniowym!), karagen i tak dalej, bez końca… Nawet kiedyś kupiłam śmietanę kwaśna, po czym okazało się, że jest w niech modyfikowana skrobia kukurydziana, okropność.

Jedyny jogurt naturalny, jaki udało mi się znaleźć bez odtłuszczonego mleka w proszku to jogurt naturalny Milko, skład: mleko pasteryzowane, żywe kultury bakterii jogurtowych, kultury bakterii probiotycznych Lactobacillus casei.

Jak na mój gust, chyba lepiej kupić sobie zwykły jogurt naturalny i dodać do niego wybrane składniki – płatki owsiane, otręby, świeże owoce. Przypominam także o jogurtach typu „light”, o których pisałam w poprzednim artykule, a które zawierają w sobie, zamiast cukru aspartam i sztuczne zagęszczacze, a odtłuszczone nie zawierają tłuszczów, które wspomagają wchłanianie witamin: K, D i A.



Sery i twarogi

Czy wiecie, że byłam ostatnio w sklepie pewnej sieci, a tam spotkałam „Tostowy o smaku Gouda”? Nie, wcale nie było tam nazwy „ser”, ale ile jest osób, które dadzą się nabrać? Wyrób ten kosztował bagatela 9,99zł za… kilogram! Olaboga!

Zdrowy i niezdrowy nabiał - czyli co wybrać w sklepie?


Dobry ser tyle nie kosztuje, przyjmijmy zasadę, że im droższy ser (za kilogram), tym ser lepszy i wartościowszy.

Biały ser, czyli tzw. twaróg to wspaniałe źródło białka i jest lekkostrawny. Ser biały to nie tylko twaróg, ale też serek granulowany, homogenizowany, serek topiony czy do smarowania, a także feta, ricotta, mozzarella i – ukochany przeze mnie – mascarpone.

Kupując twaróg zwracajmy uwagę na datę ważności, starajmy się też wyjmować ser z samego „dna” sklepowej półki, gdyż zabegi marketingowe najczęściej są takie, że produkty z wcześniejszą datą ważności są układane na wierzchu, a te z dłuższą z tyłu. Im późniejsza data ważności, tym – wiadomo to też w przypadku mięsa – ser będzie świeższy.

Zwróćmy uwagę również na ilość białka – im go więcej, tym lepiej, a także na tłuszcze – im mniej ich w serze (żółtym), tym ser lepszy – choć ja, ze względu na walory smakowe, wolę twaróg półtłusty, a do pieczenia sery tłuste. Pamiętajmy także, że im więcej tłuszczu w twarogu, tym więcej w nim witaminy A.

Wróćmy na chwilę do serów żółtych. Kupujmy ser w kawałku lub krojony na miejscu, w sklepie unikajmy jak najbardziej plastikowych opakowań, z długą datą ważności. Ale! Kupując ser na wagę bądźmy rozważni i uważni – w sklepie na „cenówkach” powinien być podany skład sera. Rozróżniajmy również sery od produktów seropodobnych, zawierających utwardzacze, skrobię, soję. Uważajmy również na wszelkiego typu konserwanty: E251 (azotan sodu, saletra chilijska), E509 (chlorek wapnia), E252 (saletra potasowa, azotan potasu), E452 (polifosforan sodowy)…



I cóż nam pozostaje? Zawsze będę powtarzać, że najważniejsze jest czytanie etykiet i informacji podawanych na opakowaniu. Im mniej składników ma dany produkt, tym wiadomo – zdrowszy i lepszy. Czasami nie warto sugerować się niższą ceną i oszczędzać, bo mimo tego, co mówią – „zdrowia nie da się kupić” – to właśnie to, co jemy i to, ile na to jedzenie wydajemy decyduje o naszym późniejszym samopoczuciu.

prymat