Na jedzenie patrzyć inaczej...

Opublikowano: 04.02.2012
Autor: haniaa
Na jedzenie patrzyć inaczej...
Dla przeciętnego zjadacza najzwyklejszy produkt ze sklepowej półki, jak chleb czy jogurt to tylko coś do zjedzenia, co czasami różni się smakiem a przede wszystkim ceną... ale czy tak jest naprawdę?

Kiedyś, gdy byłam w liceum w ogóle o żywieniu nie wiedziałam nic. Byłam laikiem, dla którego chleb był zawsze chlebem, a różnica między jogurtem owocowym a jogrutem z owocami nie istniała. I nagle jakoś tak się złożyło, że już mając zdaną maturę stwierdziłam, że nie chcę być wieczną humanistką jak przeszło 60% młodego społeczeństwa i pójdę na technologię żywności. Studia są ciężkie. Jednak jak przewalczyłam chemię (organiczną i nieorganiczną, fizyczną), matematykę i fizykę to w końcu z satysfakcją rozpoczęłam przedmioty które choć nie raz zawaliły mi noc, nie jeden weekend i dzień urlopu, to chleb przestał być zwykłym chlebem a po jogurt już nie chwytam tak bezmyślnie jak kiedyś.

Nie zachęcam by każdy z nas obecnym na ds od razu zapisywał się na studia czy jakieś studium podyplomowe. Zachęcam jednak, by czasami wracając z zakupów przejrzeć niektóre produkty i zajrzeć w Internet by dowiedzieć się co kryje się pod hasłem np. regulator kwasowości, mączka z chleba świętojańskiego albo inulina. Takich haseł na naszej żywności możemy czytać tysiące. Dla wielu z nas nie robi to różnicy: kupuje to i to, bo:

  1. kupuje ten produkt od lat
  2. ma przystępną cenę
  3. wydaje mi się, że jest zdrowy
  4. to dobra firma (marka!)
  5. sąsiadka/mama/siostra też go kupuje...
  6. i wiele innych

A prawda jest taka, że wiele produktów można zastąpić innymi, zdrowszymi i to nie koniecznie zawsze droższymi. Nie chcę i nie mogę zresztą publicznie używać nazw firm, ale gdybym mogła, stworzyłabym listę firm które szeroko i masowo reklamowane w TV, w gazetach i w Internecie są jednocześnie produktami gorszej jakości i często naszpikowane czymś, co daje pożądaną konsystencję, smak i zapach, a jednocześnie zawiera dużo węglowodanów, tłuszczów lub tanich ich zastępników lub "uzupełniaczy" powodując że np. jogurt naturalny staje się pseudojogurtem a bułka chemią. Jak się takich oszustw nauczyć? Czytać etykiety i wziąć coś na tzw. chłopski rozum.

Bo jak myślicie, jak robi się masło? w taki tradycyjny sposób? Jak pamiętam z dzieciństwa, to robi się je przez ubijanie maślanki. Czyli w skład masła musi wchodzić mleko (maślanka, tłuszcz mleczny) i woda, która się wytrąca wczasie ubijania masła i łączy się z drobinkami tłuszczu. A terach chwyćmy kostę masła. Wg stanadardów i wytycznych, masło musi mieć min. 82% tłuszczu zwierzęcego (a dokładniej mlecznego) a reszta to woda. A ile mamy maseł, które mają skład poniżej 82%? Bardzo dużo. Ostatnio nawet znalazłam jakiś mix, który zawierał tylko 40% tłuszczu mlecznego, a reszta był tłuszczem roślinnym. I było to twarde... jak kamień. 2 wnioski od razu: tłuszcz roślinny pozyskiwany na drodze uwodorniania, czyli procesu dla nas bardzo nieporządanego bo prowadzi do powstawania szkodliwych dla nas tłuszczów trans oraz że to już nie powinno w ogóle stać koło masła ale koło margaryny. I to tej mocno twardej i kostkowanej...

A teraz jogurty... hmm... żelatyna wieprzowa, mączka z chleba świętojańskiego, inulina, regulator kwasowości (czyli najzwyklejsze E), cukier... jogurt. Prawdziwy jogurt to produkt pochodzący z czystego mleka, zakwaszonego. Bez żadnych dodatków. I wtedy właśnie jest kwaśny (a nie słodki), ma lekko grudkowatą i lejącą się konsystencję (a nie kremową), może być natomiast bardzo gęsty, jak gęsta śmietana. Jogurt naturalny sam w sobie zawiera też już szczepy potrzebne dla naszego organizmu, szumnie nazywane bakteriami prebiotycznymi. Prawda jest taka, że w kubeczku nieoreklamowanego jogurtu też są te same bakterie!! i płacimy za to pudełko mniej... Po prostu bez tych bakterii jogurt nie byłby jogurtem... Pomyślcie o tym i zróbcie prosty test: do szklanki mleka (nawet UHT, czyli takiego w którym nie ma żadnych bakterii prócz przetrwalników bakterii gnilnych, których nie chcemy [spokojnie, przetrwalniki te są szkodliwe w momencie gdy mleko nabierze gorzkiego smaku] i dodajcie do niego łyżkę lub 2 jogurtu naturalnego z ów bakteriami - zobaczycie, że mleko się zakisi). Już od kilku lat, z wyjątkiem jednej firmy (a w sumie 3 na naszym rynku), której jogurty dojrzewają bezpośrednio w kubeczku, nie kupuję jogurtów znanych 2 największych firm w Polsce, nie kupuję tych biedronkowych i z innych dyskontów. Zawsze patrzę na ów skłąd. Jeśli wyczytam któryś z tych składników w/w to odkładam na miejsce. Dlaczego? Bo dla mnie to już jest deser jogrutowy a nie jogurt. I tak samo jest w przypadku innych produktów mlecznych: im krótszy spis składników tym chętniej po to sięgam.

Oczywiście, wielu producentów nie podaje stanu rzeczywistego i często nie podają, że w maślance czy jogrucie jest inulina. Ale to idzie wyczuć - produkty takie mają z reguły bardziej kremową, jednolitą konsystencję, są z reguły lekko słodkawe. Metodą prób i błędów idzie się nauczyć rozróżniać takie poszczególne różnice.

A inne produkty? Typu chleb? Z chlebem jest gorzej. Tak po prawdzie prawie 95% chlebów na naszym rynku i tak jest z dodatkami, nie jest robiony na zakwasie tylko na samych drożdżach i często są fałszowane mąki. Na to nic nie zrobimy. Możemy piec chleb sami lub płacić za bohenek chleba jakieś 10złotych... może wtedy będzie to chleb bliższy temu staremu, jak to się śmieję, PGRowkiemu.

O innych produktach powiem innym razem...

Sprawdź inne wpisy

prymat