Wywiad z Andrzejem Polanem

 

Skąd pomysł na wybranie tak trudnego i pełnego poświęceń zawodu kucharza?

To nie pomysł, to pasja, która zaczęła się już w szkole podstawowej. Ale wtedy to była bardziej chęć zrobienia czegoś samemu w domu dla bliskich, później sąsiadów. Życie pokierowało mną w sposób właściwy - nie zostałem nauczycielem, ani choreografem a właśnie kucharzem.

 

Jakie cechy powinien mieć kucharz idealny?

Kucharz idealny? Nie ma ideałów. Dobry kucharz, jak każdy musi ciągle się uczyć, poznawać nowe technologie, smaki oraz przepisy. To po części pedagog, wychowawca, kreator i szef.

 

Czym jest dla Pana gotowanie?

Gotowanie jest dla mnie na dobre i na złe…momenty. Dobre momenty, to te w których tworzę nowe dania, gdy mam ogromną przyjemność z gotowania ze swoją załogą dla naszych gości. 

Złe momenty zdarzają się, kiedy coś mnie gnębi i denerwuje. Wtedy najlepszy na odreagowanie jest właśnie powrót  do domu z zakupami – produktami ze straganu, które przyciągnęły moją uwagę. Wtedy już zostaje tylko kuchnia w moim domu, dobra muzyka i złe momenty stają się dobrymi.

 

Jakimi zasadami kieruje się Pan w kuchni?

Mam 3 zasady: proste przepisy, dobre produkty i przede wszystkim doskonały smak.

 

Która kuchnia należy do Pana ulubionych i za co ją Pan ceni najbardziej?

Polska bez wątpienia - jest pyszna, kolorowa, bogata i przede wszystkim nasza.

 

Jaki smak z dzieciństwa utkwił Panu najbardziej w pamięci?

Jest ich bardzo dużo, ale na pewno jest to zalewajka, wędliny od Pani Osmendowej, Tatarczuk. Nigdzie tego smaku dzieciństwa nie mogę spotkać. Zresztą smaku tych wędlin również, ale zalewajkę chyba robię identyczną.

 

Czy przygotowywał Pan kiedyś kolację dla ukochanej osoby, którą podbił jej serce?

Nie bawiłem się nigdy w tego typu romantyczne spotkania, lubię gotować dla każdego, dla bliskich i mniej mi znanych. Lubię gotować i częstować tym co przygotuję.

 

Jakie było Pana największe wyzwanie kulinarne?

Rodzina Królewska z Norwegii - to na pewno. Ale nie lada wyzwaniem były też finalistki konkursu Miss World. Z jednej strony chciały spróbować wszystkiego, a tak naprawdę prawie nic nie jadły. Wiadomo, było tuż przed konkursem i do tego wynik każda kandydatka do tego tytułu chciała mieć najlepszy. Codziennie były zadawane pytania przez dziennikarzy, co dzisiaj panie jadły? Odpowiedz była zawsze mocno naciągnięta.

 

Co Pana zdaniem Polacy lubią jeść najbardziej i czy ich gusta kulinarne się zmieniają?

Polacy bardzo lubią nowości kulinarne, łatwo więc wpisują się w obecne trendy w gotowaniu. Był czas, że wszyscy niemal zajadali się makaronami, później przyszła pora na sushi, a teraz to już totalny misz-masz. Jest wszystko. Ale najważniejsze, że Polacy zaczęli jeść zdrowiej. Szukają miejsc, gdzie można zjeść rzeczy naprawdę dobre i przygotowane z dobrych produktów.

 

W kuchni kieruje się Pan tradycyjnymi recepturami czy woli Pan eksperymentować?

Po części wykorzystuję stare i sprawdzone, domowe receptury, ale również lubię eksperymenty - choć wolę określenie „kombinacja”, np. kombinacja owoców, warzyw a do tego ryba, albo mięso.

 

Skąd czerpie Pan inspiracje kulinarne?

Pomaga mi w tym, w głównej mierze spojrzenie na sezonowość. Spacer po targu, jarmarku czy bazarku. Kolory, potrafią też nieźle w głowie namieszać.

 

Gotuje Pan w domu?

Bardzo, bardzo często. Nie wyobrażam sobie spędzać inaczej wolnego weekendu. Musi być prawdziwy domowy obiad i pyszne ciasto. Ale to jest fajny moment!

 

Jaką najdziwniejszą potrawę jadł Pan w swoim życiu?

Raczej stronię od dziwactw i to z prostego powodu, mój żołądek nie jest w stanie wszystkiego zaakceptować.

 

Czy istnieją produkty, bez których nie może się Pan obejść w kuchni?

Na ten moment cała gama przypraw jednorodnych, włoszczyzny, a także dobrego masła, pomidorów...